Czy artyście wolno się żenić ?

Czy artyście wolno się żenić ?

Ziemia ma orbitę. Z orbity niektóre rzeczy widać wyraźnie, a niektóre są zamazane. Aby dokładnie coś obejrzeć, trzeba nabrać odpowiedniego dystansu. Jeśli dystans jest przekroczony, wtedy gubi się perspektywę. I wtedy obraz się zamazuje.

Czy artyście wolno się ożenić?

Wstęp

Tak, wolno. Artyście wolno wszystko, więc i ożenić. Wolno wszystko, dlatego, że wolność to podstawa dla artystów. Podstawa. Bezdyskusyjna.

Artysta jest różny od reszty ludzkości. Nie chodzi o własne poczucie inności i wyobcowania. Gdyby o nie chodziło, znaczna część populacji ludzkiej uznawałaby się za artystów. Jest to z założenia niemożliwe i niemądre. Nie każdemu wolno wszystko. O byciu artystą świadczą jego dokonania, nie to, co sam myśli o sobie. Co nie zmienia faktu, że artysta opiera swoją istotę na indywidualnym kodeksie moralnym. A ten kodeks jest szerszy od kodeksu reszty ludzkości. Właśnie dlatego artyście wolno – wszystko.

Nie dlatego, że wielkość artysty go usprawiedliwia. Dlatego, że widzi więcej i czuje mocniej. Chociaż bycie artystą nie jest przepustką donikąd. Ani do umiłowania przez bliźnich, ani do żadnych usprawiedliwień artystycznych uczynków i popełnień.

Nawet przeciwnie do przepustki: bycie artystą jest przyczyną wielu cierpień, trosk i smutków. Artystę łatwo oplotkować, obśmiać oraz wytknąć palcem, mówiąc przy tym: „Ha – ha”. Przyznajmy, iż trudno dziękować za wytykanie palcami, złośliwe zachowania i niecne intencje. Przyznajmy, iż bycie artystą – to nader gorzka lekcja życia. I – żaden przywilej.

Artyzm nie usprawiedliwia więc niczego. I nie zapewnia artyście niczego. Nie ułatwia i nie pomaga. Artyzm, to gigantyczne brzemię żalu bądź rozpaczy, które obciąża całe ciało: krąży w żyłach i pulsuje w skroniach, a w ustach pozostawia gorzko-kwaśny posmak (niezależnie od tego, co i kiedy się zjadło). Artyzm zagnieżdża się także w gałkach ocznych niczym bolesna larwa. Ta larwa (artyzm) ogranicza pole widzenia i przeobraża ilustrację rzeczywistości. Nie myślmy, że to miłe odczucia.

Ponadto artysta nie wielbi swoich dzieł (wyjątkiem jest Salvador Dali, który powiedział, że od roku 1929 jest w pełni świadom swojego geniuszu). Artysta stale krytykuje swoje dzieła. Dostrzega w nich same wady, błędy, usterki. Nie może być inaczej z uwagi na proces twórczy poprzedzający dzieło. Ów proces, to wątpliwa przyjemność. I żadna uciecha, czy frajda. Ów proces, to katorżnicza praca. Orka. Robota bezbrzeżna, niemożebna, chronicznie niezgodna u skutku z potencjalnym wyobrażeniem artysty o niej samej. Robota mozolna, wycieńczająca, przeważnie bezsenna, czasami pijana, i zawsze – głodna i spragniona.

Po co więc artysta godzi się na bycie artystą? Czy ktoś mu każe znosić swoją mękę?

Artyście nikt nie może niczego kazać. Poza nim samym – nikt. Artysta się godzi na doświadczanie mąk życia oraz tworzenia, ponieważ nie widzi innego wyjścia. Jest bezsilny. Nieporadny jak chore dziecko. Dlatego nie widzi innego wyjścia, niż tworzenie. Skoro już urodził się artystą, raz na pewien czas uznaje, że musi wyrzucić z siebie owo poczucie inności, –  jakie płynie w nim wraz z krwiobiegiem i zatruwa organizm. Musi – to jest wewnętrzna konieczność. Podobną konieczność (nieuchronność) dla nas, dla reszty ludzkości, stanowią czynności fizjologiczne. Takie jak seks, jedzenie, wydalanie zbędnych produktów przemiany materii etc.

Kim jest artysta

Artyście wolno wszystko. Ale nie dlatego, że jest lepszy od reszty ludzkości. Odwrotnie: właściwie jest gorszy. Wolno mu wszystko, ponieważ jedyne, co ma, to wolność. Tej wartości nie sposób mu odmówić. Poza wolnością artysta nie ma nic. Nawet jego własne dzieła nie należą do niego. Wszystko, co poczyni artysta zostaje natychmiast przysposobione i wchłonięte przez resztę ludzkości. I przyjęte jako własne (nie jego). .Nawet to, co myśli artysta nie należy do niego. Dlatego, że cały on należy do boga. Jeśli artysta gdzieś przynależy, to właśnie jedynie tam: do boga. Bóg napisano małą literą specjalnie. Po to, by niczego za artystę nie definiować. Dlatego, że stosunek artysty do wiary, nadziei i beznadziei – jest sprawą bardzo intymną. Często artysta odbiera siebie jako dziwne narzędzie w rękach boga. Czasami artysta woli być niczyj – nie zamierza być cudzym narzędziem. Wtedy kłóci się z bogiem. Zdarza się, że wyzywa boga na pojedynek. Albo zwyczajnie neguje istnienie boga, co objawia się odwróceniem do boga plecami. A czasami artysta popłakuje jak zraniona sarenka. Wtedy pragnie być czyjś – należeć do kogoś i przynależeć dokądś. Wtedy zwraca bogu honor i prosi, aby bóg z powrotem go przygarnął.

Jednak artysta, z powodu natury świata, nie może należeć do nikogo, ani niczego.

Najprawdopodobniej głównie dlatego oddaje się w ręce boga. Dlatego, że bóg być może jest, a być może go nie ma. To dodatkowy powód, dla którego można napisać słowo „bóg” małą literą. Można, ponieważ niezależnie od rodzaju wiary – istnieją tylko te dwie możliwości. Ten sam powód decyduje i o tym, że artysta jest wolny. Bo wolny może być ten, kto nie należy do nikogo i niczego. A nie należy – tylko i wyłącznie artysta.

Małżeństwo

Chodzi więc o to, że – naturalnie – artyście wolno się ożenić. Tylko – po co? Po co artysta miałby się ożenić?

Artysta nigdy nie będzie w pełni mężem (czyt.: małżonkiem). Bo do nikogo należał nie będzie. Tymczasem dążenie do posiadania jest wrodzoną potrzebą ludzkości. Artysta nie jest w tym sensie odmienny. On też pragnie posiadać, na przykład żonę. Toteż często się zdarza, że artyści wstępują w związki małżeńskie. Jest to zupełnie zrozumiałe. Jako że artysta nie ma (czyt.: nie posiada) niczego, trudno mu się dziwić, że chce mieć kogoś (to jest kogoś swojego na całym nieswoim świecie). Natomiast biada tym wszystkim, którzy chcą mieć artystę. Biada kobietom, które sądzą, że wychodząc za artystę – zaczną go posiadać. Rozsądniej być kochanką artysty – jego muzą, inspiracją i powiernicą mroków duszy. Taka postawa, drogie kobiety, jest o wiele bardziej roztropna, a przy tym kusząca i atrakcyjna dla was samych. Wymaga niestety zarazem niesamowitego hartu ducha od kobiety. Jeżeli byście chciały, drogie kobiety, z niewskazanej pozycji potencjalnej małżonki artysty przejść w pozycję jego kochanki – musiałybyście na przykład nigdy nie zadawać artyście pytań typu: „Dokąd wychodzisz?”, „Kiedy wrócisz?”, „Gdzie byłeś?”, „Ile wypiłeś i dlaczego tak dużo?”. A przede wszystkim musiałybyście nigdy nie dać artyście do zrozumienia, że kochacie go na śmierć i życie. Jeśli pozna po was miłość, to będzie koniec. Dlatego, że miłość łaknie ofiary, co z kolei znów niebezpiecznie zmierza do chęci posiadania.

W samym posiadaniu (przyp.red.: w posiadaniu kogoś swojego) nie ma zresztą nic kategorycznie złego, negatywnego. Chodzi o to, że stan posiadania wiąże się z poczuciem odpowiedzialności – tak dla posiadającego, jak i dla posiadanego. Zaś artyści panicznie się lękają wszelkiej odpowiedzialności. Niezależnie od tego, po czyjej stronie ona leży, poleguje. Toteż, drogie kobiety, jeśli się zdradzicie przed artystą, że realnie i uczciwie go kochacie – jesteście stracone. Przestraszy się i ucieknie. Ucieknie do takiej, która z udawanym-chłodnym wyrazem twarzy (przy jednocześnie zachowanym gorącym sercu i łożu) zatrzaśnie mu najpierw parę razy drzwi przed nosem. Lecz później go przyjmie. Drzwi otworzy. Da mu wszystko, czego on potrzebuje: jeść, pić, i tak dalej. Później znowu lekko go odepchnie. On będzie popiskiwał pode jej drzwiami. Jej będzie krwawiło serce. Lecz na razie nie otworzy. On (zgubiony, zaniechany, osamotniony) zacznie tworzyć. Aż wytworzy. W międzyczasie artysta schudnie. Być może troszeczkę się rozpije. Ostatecznie powróci pode drzwi kochanki. Ona nareszcie otworzy. I tak w kółko… ale jeśli artysta się zorientuje, że ona naprawdę go kocha, to koniec. Przestraszy się i ucieknie. Poszuka nowej muzy. I zawsze znajdzie.

Czasami artysta się żeni, aby zaprzeczyć swojej tożsamości. Artysta się żeni, ponieważ chce zapomnieć, kim jest. Ma dosyć brutalności świata oraz pragnie stać się normalny. Chce jeść co rano śniadanie. Świeże bułki z masłem. Kartofle z ogórkami i zsiadłym mlekiem w ustalonej porze obiadowej. Proza życia. Cudownie delikatna prostota i usystematyzowanie. Stabilizacja. Spokój. Iluzja szczęścia… i oto ujawnia się najczęściej spotykany paradoks w życiu artysty. Oto artysta schwytał się we własne wnyki: zatęsknił do zaznania łaski przynależności. Do zakotwiczenia w przytulnej przystani. Zapragnął oddać się uładzonej, prostej pracy. Najchętniej fizycznej. Najchętniej pasaniu krów i uprawie ogrodu warzywnego. Następnie spłodzi syna. Będzie z synem chadzał na ryby. Będzie (artysta) rąbał drewno na opał. Wcześniej – wybuduje dom. Zacementuje. Zacementuje dom i różne myśli. Później – zestarzeje się godnie. Zwieńczy starość idylliczną śmiercią. Umrze we śnie, w ramionach kobiety, z jaką się zaszył w miękkich czeluściach prostoty, przystani, cementu.

To jest gatunek artysty, który wyparł się siebie samego. Wypieranie się siebie u reszty ludzkości może prowadzić do wygenerowania alter-ego. Wypieranie się siebie u artysty może doprowadzić do małżeństwa. Choć kłamstwo (wypieranie, spychanie, odtrącanie, negowanie) na ogół ma przykrótkie nogi.

Otóż kiedy artysta oszukuje samego siebie (tzn.: udaje, że nie jest artystą – pasie krowy i piele chwasty), prędzej lub później dojdzie do tragedii. Raczej prędzej niż później. Pierwszym symptomem (przebiśniegiem), że bańka mydlana zaczyna się rozbryzgiwać – jest nuda. Artysta zaczyna się nudzić. Najpierw przestają mu smakować kartofle z ogórkami. Odtąd będzie grymasił –  przy jedzeniu. Następnie artysta się zaniedbuje w obowiązkach domowych i rodzinnych. Jeszcze nie pozwala prawdzie dojść do głosu. Jeszcze spycha ból egzystencji do lochu podświadomości. Ignoruje przy tym pierwotną, wrodzoną potrzebę i konieczność tworzenia.

W tej okoliczności artysta czyni zamach na nudę. Próbuje ją zamordować. Aby zamordować nudę, artysta podejmuje nagły szereg przerażających eksperymentów kulinarnych. Co stanowi karkołomną namiastkę wypasionej improwizacji, jaką zajmował się kiedyś. Teraz, to artysta spędza długie godziny w kuchni. Niejednokrotnie spędza w czasie bezsennych nocy. W tym samym czasie żona artysty pasie krowy i rąbie drewno na opał.

Artysta podświadomie chce być podziwiany. Chce żyć pełnią życia. Chce i zamierza być wolny. Zanim chcenie wtargnie do świadomości, artysta zdąży wynaleźć mnóstwo niebezpiecznie niebezpiecznych potraw i posiłków. Do ich ugotowania i spreparowania wykorzysta zapalczywie – niebotyczną ilość ziół, glonów, tudzież nikomu nie znanych przypraw. Będą ostre i piekące. Zmusi rodzinę oraz ewentualnych znajomych do degustacji. Degustacje będą nieskończone. A zdaniem artysty winny być obfite w chwalenie kuchmistrza oraz jak największe sławienie talentu artysty w dziedzinie kuchmistrzenia.

Wreszcie artysta uzmysłowi sobie swój bezsens. I absurd bezsensownie trwonionego życia. I przypomni sobie artysta, i dotrze do niego, kim był kiedyś. Kiedyś był artystą. I tworzył. I oto zatęskni do siebie. I odejdzie od bieżącego życia. Od –  żony. Opuści małżeństwo i wyprawi się we świat. W poszukiwaniu – siebie. Siebie samego.

Nim efektywnie odzyska artystyczną dziedzinę, jaką parał się kiedyś (czy był malarzem, rzeźbiarzem, czy poetą), najpierw jak rasowe sitko – rozpuści wszystko, co osobiście w myśl małżeńskiej sielanki nabudował. Dlatego, że wskutek długotrwałego wypierania swojej tożsamości oraz wskutek chybionego wyobrażenia, tak zwanej, normalności – artysta zdążył porządnie się zagubić. Dlatego trochę potrwa, nim się odnajdzie. To punkt kulminacyjny. Dla artysty nadeszła godzina próby. Chwila prawdy. Moment wyboru.

Do łagodniejszych przypadków zaliczyć można artystów, którzy opuścili swoje żony i potomstwo z kilkoma zdaniami na ustach. To te przypadki, gdzie artysta ze łzami w oczach wyjaśnia, iż czyni krok w przyszłość nie dla siebie, a właśnie dla żony i syna. Oto artysta zrozumiał, że dotąd wypierał się siebie. Teraz, skoro zrozumiał, byłby dramatycznym ciężarem dla rodziny. Kocha rodzinę, tak, lecz musi odejść. Dlatego, że pozostanie w rodzinie byłoby krzywdą jej zadaną. Nie może dopuścić do krzywdy w rodzinie. Nie skrzywdzi nikogo. Nie będzie nikogo sobą obarczał. Nie potrafi obarczyć. Dlatego odchodzi. Wybacz, rodzino, albo nie wybaczaj. Żono, synu – artysta postanowił i odchodzi. Żegnaj ukochana żono; żegnaj najdroższy synu; artysta nie chce dla was nic złego, więc właśnie odchodzi. Tym sposobem was odciąża. To jest kategoria łagodna.

Do cięższych przypadków można zaliczyć artystów, którzy odeszli bardzo raptem i bez najmniejszego wytłumaczenia. Np.: podczas pójścia do kiosku po zapałki. Wyszedł do kiosku i przepadł. W takiej sytuacji żona i syn przez długie lata zadają sobie tylko jedno pytanie: co się stało? Jak to – wyszedł do kiosku i już nie wrócił? Czasami – kiedy upłyną całe lata, policja uzna zaginięcie za przeterminowane, wszystkie psy, biorące udział w przewlekłym tropieniu ewentualnego mordercy, ani mordercy, ani ciała nie namierzono, a wszystkie psy umarły ze starości – wówczas może się zdarzyć, że żona dostaje pocztówkę z Tahiti lub Paryża. Z treści pocztówki wynika, że zaginiony artysta miewa się świetnie. Owszem: nie ma kto uprać, nie ma kto skarpetek zacerować, ale i tak miewa się świetnie. Dlatego, że tworzy, dlatego, że jest sobą. A tworzenie jest dlań najważniejsze. Tak: był tchórzem. Tak: był hipokrytą. Lecz obecnie jest szczery i za przeszłość najszczerszej przeprasza – tak niesie treść pocztówki.

Omówione przypadki nie wskazują, co w nakreślonych kontekstach powinna ze sobą uczynić –   zostawiona żona. Jednak wskazanie żonom artystów stosownej drogi terapeutycznej nie jest celem artykułu. Artykuł ma charakter profilaktyczny. Dlatego, że lepiej jest zapobiegać, aniżeli leczyć. Chodzi więc o to, aby żadna kobieta nie dopuściła do newralgicznego punktu, w którym stanie się żoną artysty.

Wnioski

Pytanie w tytule – mimo złożoności płaszczyzn i przestrzeni wpływających na udzielenie pełnej odpowiedzi – wbrew pozorom nasuwa jasny i foremny wniosek.

Czy artyście wolno się ożenić?

Oczywiście, że wolno.

Czy kobiecie wolno wyjść za artystę?

Oczywiście, że tak.

Dlatego, że mimo licznych i logicznych przeciwwskazań do małżeństwa z artystą, nie powinno ujść naszej uwadze to, co najistotniejsze. I najwięcej merytoryczne.

Mianowicie, małżeństwo nie może zasadzać się na logice. Zwłaszcza małżeństwo z artystą. Małżeństwo, to ważna relacja damsko-męska.

Sęk tkwi w kobiecie, i w mężczyźnie – razem. Chodzi o miłość. W niej brakuje miejsca na matematykę. Na szacowanie „zysków i strat”. W miłości nie ma wygranych i przegranych. W miłości – kobieta i mężczyzna; mężczyzna i kobieta. Wzajemność. I spójnia.

Czy więc wolno się ożenić?

Oczywiście, że tak. Lecz z pominięciem podziału na role – na zawody, na dziedziny, na tendencje i hipotezy. Wykluczywszy podziały, ujrzymy dobrowolność – nie niewolę.

t 300x210 Czy artyście wolno się żenić ?

„Francisco Goya – wolna interpretacja: Justyna Karolak, plakatówka pt.: „Dwie samotne kobiety (na pewno nie żony) jedzące rosół na obiad w niedzielę około godziny czternastej”.

Mężczyzno (artysto i nie-artysto) i kobieto – nie tylko wolno. Może wręcz i trzeba? Może należy?

Łączcie się, ludzie, w pary. Wolno, i trzeba. A ponad wszystko – prawdopodobnie i warto łączyć się we ślubie. Dlatego, że bardziej dojmująca od klatki małżeństwa może się okazać klatka samotności skostniałej.

Jednak i pomimo wszystko – żeńmy się i za mąż wychodźmy. Choćby mężami mieliby okazać się artyści. A może i specjalnie – za artystów. Tym bardziej ich za mężów…

Jednak i pomimo wszystko – żeńmy się i za mąż wychodźmy… wyłącznie z wielkiej miłości. Bo właśnie wówczas (w miłości) – nam wszystkim wolno niemal wszystko. Wszystkim ludziom: artystom, artystkom oraz reszcie ludzkości.

Justyna Karolak.

orbita Czy artyście wolno się żenić ?

dodajdo.com

Dodaj komentarz

Stretch Marks Removal
Best Eye Cream
Stretch Mark Cream
Dark Circles Under Eyes
how to get rid of dandruff
Skin Id Reviews
Does Murad Work
how to ask a girl out
how to get a girl to like you
Does Proactiv Work
How To Get Rid Of Stretch Marks
How to Get Rid of Acne Scars
how to get rid of flakes
How To Talk To Girls
How To Impress A Girl
How To Get Rid Of Stretch Marks
How to Get Rid of Acne Scars
how to get rid of flakes
How To Talk To Girls
How To Impress A Girl
Stretch Mark Removal Cream
Best Under Eye Cream
Stretch Marks Cream
Dark Circles Under Eyes Men
how to get rid of flakes
SkinId Reviews

Murad Reviews


how to ask a girl out
how to get a girl to like you
Does Proactive Really Work
Stretch Mark Removal Cream
Best Under Eye Cream
Stretch Marks Cream
Dark Circles Under Eyes Men
how to get rid of flakes
SkinId Reviews

Murad Reviews


how to ask a girl out
how to get a girl to like you
Does Proactive Really Work
Stretch Mark Removal Cream
Best Under Eye Cream
Stretch Marks Cream
Dark Circles Under Eyes Men
how to get rid of flakes
SkinId Reviews

Murad Reviews


how to ask a girl out
how to get a girl to like you
Does Proactive Really Work