Kobieta i brandy

Kobieta i brandy

Kobieta i brandy


Felietony pisuje późnymi wieczorami. Albo w nocy. Kiedy cały Manhattan śpi, ja pracuję. Śpiący Manhattan łatwo rozpoznać po wygaszonych kwadratach okien. Wtedy zasiadam do klawiatury. Świadomość faktu, że czuwam, kiedy inni śpią, pozwala mi sądzić, że posiadam lepszy od innych dostęp do życia. Lubię wyobrażać sobie różne rzeczy. A kiedy ludzie o uregulowanym i powszechnie spotykanym rytmie dobowym oddają się inercyjnemu generowaniu marzeń sennych – ja oddaję się bezsprzecznie przytomnemu i boleśnie trzeźwemu generowaniu marzeń bezsennych. Mówiąc wprost: kiedy wy, mieszkańcy Manhattanu, śpicie – ja nie tracę czasu. Prywatną percepcją wychwytuję z życia te niuanse, które wam umykają, ponieważ śpicie. Mówiąc wprost: wyobrażam sobie, że zauważam niezauważalne. W swojej wyobraźni uzurpuję sobie do tego prawo: widzieć lepiej i więcej od innych. Mam do tego prawo: wewnątrz mojej głowy wszystko jest możliwe i realne. Dlatego, że moja głowa należy do mnie. W jej środku – wolno mi wszystko.

Kiedy Manhattan idzie spać, ja idę do klawiatury.

Nie chodzi o dzielnicę Nowego Jorku. A ja nie jestem Carrie Bradshaw.

Mieszkam na trzynastym piętrze jednego z wieżowców na łódzkim Manhattanie.

Dzień dobry.

Witam w środku mojej głowy.

W miejscu, gdzie wszystko jest realne.

Oprowadzi was po nim (abyście nie zgubili drogi powrotnej) troje przewodników: oczy, uszy i usta kobiety. Moje oczy, uszy i usta.

Sobota wieczorem

Za sąsiadów przez ścianę mam sympatyczne narzeczeństwo. Dagmarę i Pawła.

Innych sąsiadów nie znam. Przemieszczam się korytarzem bloku z punktu A do punktu B (to jest z mieszkania do windy lub odwrotnie) i z głową w chmurach mijam ludzi, jak gdyby byli przezroczyści. O istnieniu Dagmary i Pawła również nie miałabym pojęcia, gdyby nie banalna okoliczność. Otóż pewnego razu Dagmara zapukała do moich drzwi. „Mam na imię Dagmara i mieszkam z narzeczonym tu i tu.” – powiedziała. Przyjemna dziewczyna. Czarnowłosa. Ładna.

- Mam na imię Justyna, mieszkam w miejscu, do którego zapukałaś, i nie mam narzeczonego. – odpowiedziałam.

- Okej. – odpowiedziała Dagmara.

Następnie zaprosiła mnie do siebie. Nie wiedziałam, dlaczego, więc zapytałam o to.

- Bo jest sobotni wieczór. – wyjaśniła – U nas jest impreza, a u ciebie nie ma. Nas jest kilkoro, a ty jedna. U nas jest dobre jedzenie i alkohol…

- … za to u mnie jedzenie jest niedobre, a ja jestem trzeźwa. Co w sobotni wieczór jest kompletną abstrakcją. – przerwałam.

I uśmiechnęłam się.

- „Kompletna abstrakcja”. – uśmiechnęła się Dagmara – Podoba mi się, co mówisz. Ślicznie dobierasz słowa.

- Ślicznie dziękuję.

- Nie bój się i chodź do nas. W większości byliśmy kiedyś harcerzami. Dlatego jest u nas miło, wesoło i bezpiecznie.

Miło, wesoło i bezpiecznie. Niezwykłe zestawienie. Rzadko spotykane. Kiedyś byli harcerzami; dlatego nadal są mili. Kiedyś byli harcerzami, ale dzisiaj nimi nie są. Dlatego w sobotę wieczorem mogą pić alkohol. I jest wesoło. Do tego bezpiecznie (bo byli harcerzami).

Nie byłam w nastroju zdatnym do imprezy. Miałam odpalony komputer i tekst urwany w połowie. Stek słów, rozpasanych i wystrzelonych w kosmos, wyjących o moją litość i domagających się –   sformatowania. Co gorsza: miałam twarz bez makijażu (o, zgrozo), mokre włosy (świeżo umyte kręcone włosy, to jakby piorun buchnął w rabarbar) oraz pidżamę na sobie. Pidżama była wielka i okropnie fioletowa. Do tego w roześmiane kropki. Pidżama zakamuflowała kształt mojej filigranowej figury skuteczniej, niż dokonałby tego uniform mnicha.

Westchnęłam ciężko. Gdyby Dagmara była mniej sympatyczna i mniej otwarta, ja byłabym na pewno więcej asertywna.

Tymczasem wyszło tak, że mam bardzo słabą silną wolę.

- Dobrze. Przyjdę. – zgodziłam się – Pod warunkiem, że przyjmiecie mnie w tej oto pidżamie i z bladym obliczem. – dorzuciłam.

Sądziłam, że pidżama załatwi za mnie sprawę – to znaczy wypełni lukę po braku asertywności.

Myliłam się. W pidżamie i bez makijażu poszłam do sąsiadów na imprezę.

Była gitara i śpiewy. Było wino. Czerwone i słodkie. I byłam ja: atrakcja sobotniego wieczoru. Nawet się nie dziwię. Kobieta w pidżamie. Czysta atrakcja. To nie kobieta – to zjawisko. Może wariatka? Może i tak.

Było wesoło i znakomicie. Tak jakby śpiewy przy ognisku na bezludnej plaży – z tym, że bez ogniska i plaży. Po prostu gitara, śpiewy i wino. Wesoło i znakomicie.

W gronie dorosłych harcerzy, z winem lekko szumiącym w tle, było mi dobrze, miękko i bezpiecznie. Do czasu, kiedy pojawił się on.

On: właściwy człowiek w niewłaściwym czasie (może dlatego, że pidżama)

Na imprezę wszedł spóźniony gość. Spojrzałam na niego i pomyślałam: być może to TEN?

Ten – to znaczy, właściwy dla mnie mężczyzna. Ten. Nareszcie. Wspaniale. Już czas. Na karku trzydzieści wiosen – ćwierkających i kwitnących tak radośnie, jak gdybym była niezniszczalna, wieczna, zawsze młoda.

A zatem – TEN. Mój partner docelowo-portowy. Idealny – dla mnie. Stanowczo kompatybilny. Mój mąż. W dalszej przyszłości; rzecz jasna.

Mąż? Naprawdę?

Tak, naprawdę. Wcale nie jest wykluczone, że kiedyś jednak i pomimo wszystko wyjdę za mąż. Ostatecznie to nie zależy ode mnie. Tylko od determinacji mężczyzny.

Mężczyzna, który pojawił się na imprezie u sąsiadów, był jak królik wyciągnięty z kapelusza. Wyświetlił się moim oczom znienacka. I natychmiast przyciągnął. Do tego stopnia, iż zaczęłam o nim rozmyślać jako o swoim przyszłym mężu.

Pojawia się kruche zastanowienie: czy spojrzawszy na obcego mężczyznę, mogę z punktu stwierdzić, w jaki rodzaj relacji z nim wkroczę?

Tak. Mogę. Czasami niektóre rzeczy są od razu czytelne. Może nie do końca, lecz na pewno z góry można się ich uchwycić. Szczególnie wtedy, gdy cały świat wsącza się do kobiety przez oczy. Gdy oczy stają się najważniejsze.

Najpierw – oczy.

ilustracja do kobieta i brandy 300x127 Kobieta i brandy

Później mężczyzna się odezwie. Barwa głosu przemieści się przez moje płatki uszu. Najpierw frywolnie je połaskocze. Następnie wtargnie do środka ucha. Barwa głosu mężczyzny utwierdzi mnie w konkluzjach zautomatyzowanych – podsuniętych wcześniej przez oczy. Utwierdzi mnie – albo zaneguje.

ilustracja do kobieta i brandy 3 277x300 Kobieta i brandy

Na koniec mężczyźnie odpowiem. Wtedy uruchomią się usta. Odpowiem mu i będzie wiedział, czy wolno mu zbliżyć się do mnie.

ilustracja do kobieta i brandy 2 Kobieta i brandy

Mężczyzna z sobotniego wieczoru u sąsiadów wywarł na mnie bardzo silne, magnetyczne wrażenie. Dla obu stron było jasne, że zbliżymy się do siebie.

Magnetyzm. Niczego nie można poradzić. Niczego nie odwlecze brak make-up’u i obecność wielkiej pidżamy. Niektóre rzeczy i tak pozostają widzialne. Choć racjonalnie wcale ich nie widać. Nic nie odkłoni od magnetyzmu – jeśli przepływa w obu kierunkach, zachowując przy tym święte prawo symetrii. Niczego nie można poradzić. Trzeba żyć. W porządku. I co dalej?

Dalej – niewiele.

Ja i mężczyzna sobotniego wieczoru – umówiliśmy się na dzień kolejny.

Spotykaliśmy się przez kilka dni, podczas których wrażenie właściwego dla mnie człowieka – rosło.

Jednocześnie (nie wiedzieć, czemu) zaczęło mi się zdawać, że mężczyzna sobotniego wieczoru rozpływa się we mgle. Jest magnetyzm. Jest spotykanie. Ale on niknie, gubi się w domyśle, i ucieka moim oczom.

Mężczyzna sobotniego wieczoru – podoba się, pasuje, przystaje, a jednak czegoś mi brakuje. Lub owo coś – jest, lecz połyka je dziwna mgła. Co to za mgła?

Nie wiedziałam. Z ufnością dziecka brnęłam w nieznane, aż nieuchwytne. Chciałam uczynić je poznanym.

Chciałam poznać, zgłębić i zrozumieć. Ale nie zdążyłam i się nie udało. Po kilku dniach mężczyzna poinformował, iż nie jest gotów do ważnej relacji. Powiedział, że jestem zbyt ważna, by traktować mnie niepoważnie. Powiedział, że nadal myśli o byłej kobiecie i niczego nie może poradzić. Wycofał się. Dał mi kosza. Rozpłynął się we mgle i przepadł.

Wcale nie zabolało. Za krótki to był czas, zbyt powierzchowna znajomość, by miało prawo zaboleć. Informację o rozważanym-planowanym powrocie do byłej przyjęłam dzielnie i z uśmiechem. Życzyłam wszystkiego pomyślnego. Trudno. Szkoda. W porządku.

Zaczarowana brandy

Dagmary i Pawła unikałam przez długie, bardzo długie dni. Mijałam ich drzwi (co było nieuniknione; gdybym nie mijała, nie dostawałabym się do własnego domu) – na paluszkach i ze wstrzymanym oddechem.

Czego się obawiałam?

Trudno powiedzieć. Sprawdźmy fakty…

… mężczyzna sobotniego wieczoru jest najlepszym przyjacielem moich sąsiadów przez ścianę. Może przekazał im o mnie coś nieładnego? Może opisał mój wzrok, którym się w niego wgapiałam, w taki sposób, że nadał mi rys śmieszności? Może wskutek powyższego sąsiedzi o coś mnie dopytają? Może będę skłoniona cokolwiek im objaśnić? Potłumaczyć? …

Bzdurne wątpliwości. Uznałam, że lepiej sąsiadom w drogę nie wchodzić. Dlatego się skradałam.

Na skradaniu upływały dni. Aż nadeszły święta Bożego Narodzenia. Wtedy moje sumienie drgnęło. I postanowiłam dać sąsiadom prezent pod choinkę. Dlatego, że byli mili i otworzyli mi swoje drzwi. Także po to, by oczyścić (dla prywatnej korzyści) atmosferę na korytarzu. Było wszak więcej niż prawdopodobne, że w końcu i tak się spotkamy – mijając w drodze do prywatnych drzwi.

Dłużej nie było sensu zwlekać. Szkoda zmarnować życie na skradanie.

Kupiłam brandy. Zacisnęłam zęby i zapukałam. Było to we wigilię. Około południa. Dagmara farbowała włosy. Paweł dłubał w Internecie. Ucieszyli się ogromnie na mój widok. Zwłaszcza Dagmara. Przyjęła mnie z uśmiechem, jaki rozświetla życie. Jak gdybym była przyjaciółką witaną w domu po powrocie z dalekiej podróży. Lęki i strachy wyparowały z mojej hermetycznej głowy jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki. Oboje zachwycili się brandy…

… i znowu nie było mowy o odmowie. Zaprosili mnie na wspólną degustację. Nie wykazałam się asertywnością. W dodatku, to była wigilia. Dzień pojednania. Dzień wzniosłego toastu. Dzień, w którym nawet zwierzęta gotowe przemówić ludzkim głosem.

Dagmara spłukiwała ze włosów farbę, a Paweł siedział w fotelu i przeglądał stosik winylowych płyt. Z piekarnika ulatniał się zapach ciasteczek korzennych. Tymczasem – sąsiedzi i ja, sącząc brandy, rozmawialiśmy o wszystkim i o niczym.

Właściwie ja i Dagmara rozmawiałyśmy. O kobiecych, powierzchownych, ważkich sprawach. Takich jak farby do włosów, perfumy, buty, ubrania i paznokcie… Paweł przysłuchiwał się cierpliwie, nie przysłuchując. Był obecny. Ale i wspaniale bierny i stacjonarny, dzięki czemu nie wadził kobiecemu dialogowi, a także nie okazywał swej kobiecie, że śmiertelnie się nudzi.

Czas upływał. Jak to czas. Wigilia. Zaczarowany dzień. Zaczarowana brandy. Sączyłam, sączyłam i… czułam się coraz silniej oczarowana przez brandy. Aż przemówiłam ludzkim głosem.

Zapytała sąsiadów, co słychać u ich przyjaciela – dla mnie mężczyzny sobotniego wieczoru. Z wierzchu banalne i leciutkie pytanie pociągnęło za sobą duży ciężar. Z mego gardła gruchnęła salwa żalu, urazy, pretensji, niesmaku i niezrozumienia wobec mężczyzny sobotniego wieczoru. Salwę –   zapięłam taką oto klamrą:

- Wszystko, co powiedziałam, właściwie nie ma znaczenia. Właściwie on jest mi obojętny, niczego bardzo złego mi nie uczynił i wcale mi nie zależało. Po prostu zmienił zdanie. Zrezygnował. I nie zależy mi ani trochę.

Dagmara chciała mnie pocieszyć, lecz wtedy nagle włączył się Paweł:

- Myślę, że jest wręcz odwrotnie. Że jednak bardzo ci zależy. Skąd padłoby tyle słów, skoro brak sensu i emocji w nich zawartych? Niemożliwe. Raczej ci zależy.

Paweł jak gdyby spadł z księżyca. Bach. Eureka.

Uśmiechnęła się do sąsiadów i odstawiłam kieliszek po brandy. Brandy była zaczarowana. Wyzwoliła ze mnie pretensje, do jakich sama nie chciałam się przyznać. A to jeszcze nie koniec czarów.

Okazało się, że z chwilą, kiedy uruchomiły się usta, kiedy kobiecym pretensjom usta nadały kształt słów, kiedy słowa wyfrunęły na zewnątrz (prosto ze środka, jak stado ptaków) – wówczas się okazało, że z tą właśnie chwilą: nie ma już pretensji. Zniknęły. Jak zaczarowane. Jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki.

Mężczyzna sobotniego wieczoru. Nie pamiętam, jak się nazywał. Tu-i-teraz takie jest jego imię: Ten, który pojawił się pewnego razu w sobotę wieczorem.

Odszedł po kilku dniach. Mylnie sądziłam, że to za mała ilość dni, by zadać ból.

Wyniknęło, że ilość wspólnych dni nie ma wpływu na emocje kobiety. Emocje są odklejone od czasu ziemskiego. Ziemskiego często od świadomości. Przez to – kobietę boli zawsze tak samo mocno.

A kiedy ból został nazwany i usta posłały ból we świat zewnętrzny – wtedy przestało boleć.

Potencjalnie każdy człowiek może być TYM – wybranym i właściwym. Może być kompatybilny. Jednak to nie dość.

Do rzeczywistej bliskości dwojga ludzi – oprócz dopełnienia i zgodności – potrzebny jest jeszcze właściwy czas. A właściwy człowiek we właściwym czasie – to jak sztuczka cyrkowa. Przypominająca spacer po poziomej linie. Bez balastu.

Trudno kobiecie złapać i zachować równowagę. Ciężko uniknąć kobiecie upadku z wysoka.

Nie szkodzi, że upadek. Trudno. W porządku.

Podniosę się. Wstanę. Z trocin otrzepię pupe.

Na koniec z pomocą przybędą mi moje usta.

A gdy usta na głos poślą: „Upadłam. Zabolało.” – wtedy już jestem gotowa, by pójść przed siebie od nowa. A wrazie konieczności, znowu wespnę się na linę.

Justyna Karolak.

oczy uszy usta Kobieta i brandy

dodajdo.com

Tags: ,

Dodaj komentarz

Stretch Marks Removal
Best Eye Cream
Stretch Mark Cream
Dark Circles Under Eyes
how to get rid of dandruff
Skin Id Reviews
Does Murad Work
how to ask a girl out
how to get a girl to like you
Does Proactiv Work
How To Get Rid Of Stretch Marks
How to Get Rid of Acne Scars
how to get rid of flakes
How To Talk To Girls
How To Impress A Girl
How To Get Rid Of Stretch Marks
How to Get Rid of Acne Scars
how to get rid of flakes
How To Talk To Girls
How To Impress A Girl
Stretch Mark Removal Cream
Best Under Eye Cream
Stretch Marks Cream
Dark Circles Under Eyes Men
how to get rid of flakes
SkinId Reviews

Murad Reviews


how to ask a girl out
how to get a girl to like you
Does Proactive Really Work
Stretch Mark Removal Cream
Best Under Eye Cream
Stretch Marks Cream
Dark Circles Under Eyes Men
how to get rid of flakes
SkinId Reviews

Murad Reviews


how to ask a girl out
how to get a girl to like you
Does Proactive Really Work
Stretch Mark Removal Cream
Best Under Eye Cream
Stretch Marks Cream
Dark Circles Under Eyes Men
how to get rid of flakes
SkinId Reviews

Murad Reviews


how to ask a girl out
how to get a girl to like you
Does Proactive Really Work