Mieszkamy w ulu – rozmowa z Katarzyną Krenz, autorką książki „Królowa pszczół”

Mieszkamy w ulu – rozmowa z Katarzyną Krenz, autorką książki „Królowa pszczół”

Królowa pszczół to powieść drogi, historia pewnej podróży, która wiedzie do Europy i – do siebie – mówi Katarzyna Krenz. To już trzecia powieść autorki W ogrodzie Mirandy i Lekcji tańca, która ukaże się nakładem Wydawnictwa Literackiego. Książka trafi do księgarń 2 czerwca.

 

Magdalena Smęder: Skąd pomysł na tytuł książki i wykorzystanie opisu życia pszczół?

Katarzyna Krenz: – Tak naprawdę napisałam tę książkę z powodu… Europy. Gdy przed laty po raz pierwszy jechaliśmy na Półwysep Iberyjski, by tam zamieszkać, po drodze zatrzymaliśmy się na przełęczy Roncevaux, wysoko w Pirenejach. Usiadłam na trawie, pod pomnikiem rycerza Rolanda, i spojrzałam za siebie, na świat, który miałam na dłuższy czas zostawić. To była moja Europa. Poczułam wręcz namacalnie, jak bardzo jestem „stamtąd”: wokół panowała cisza późnej jesieni i pachniał dziki tymianek, a tam w dole, od Prowansji po Morze Północne i „mój” Bałtyk, toczyło się życie, które znałam i rozumiałam. Tam było jak w ruchliwym ulu. I już wiedziałam, że będę tęsknić. Nie tylko do kaszy gryczanej i twarogu z kwiatem szczypiorku, ale także do książek, muzyki, obrazów, które mnie ukształtowały. To one tak naprawdę wytyczyły granice mojej tożsamości, i to one są moim „językiem ojczystym”. Życie pszczół Maeterlincka nasunęło mi się niejako automatycznie, jako metafora, skrót myślowy. To była książka, na przykładzie której mój ojciec kiedyś, dawno temu, tłumaczył mi, że życie tylko z pozoru wydaje się chaosem, a w rzeczywistości jest w nim ukryty porządek, dlatego nie musimy się bać, wystarczy zrozumieć.

Obecna w tle wydarzeń Europa – to tytułowa królowa pszczół. To ona łączy przedstawicieli różnych środowisk i społeczeństw w jeden wspólny rój, wyznacza nam miejsca, role i zadania, niezależnie od naszych indywidualnych działań i życzeń. Jest w książce na ten temat rozmowa, która to wyjaśnia bezpośrednio: żyjemy w przestrzeni, rządzącej się swoimi prawami, my zaś, jako trybiki tego ładu, jesteśmy poddawani pewnej niewidzialnej sile, której na imię „Europa, unia, wspólnota”. To zarazem coś więcej niż „my”, czyli suma jednostek; to tradycje i mity, nasza historia, która wszystko scala, stanowi wspólny mianownik tego ukrytego układu. Dzięki temu rozumiemy się bez słów, wiemy, kim jesteśmy i skąd przychodzimy. Stąd w powieści pojawiają się cytaty z Maeterlincka – ich celem jest wskazanie paraleli, przypomnienie, że ta swoista maszyneria ma ściśle określony porządek przyczynowo-skutkowy, który jest wprawdzie ukryty, ale wciąż skuteczny.

Co panią zainspirowało w ludziach - zbiorowym bohaterze tej powieści?

- I znów mogę powtórzyć: wszystko przez Europę. Bo z jednej strony żyjemy w tym naszym wspólnym roju, mamy wyznaczone miejsca i role, i na wielu poziomach dzieje się to niezależnie od naszych indywidualnych potrzeb czy oczekiwań. Jednocześnie chyba nigdy dotąd nie byliśmy tak bardzo samotni i zagubieni, pozbawieni (nieraz dość złudnego) oparcia w państwie, narodzie czy jakimkolwiek systemie politycznym, religijnym, społecznym. Jesteśmy zdani na siebie, nasze życie jest wyłącznie naszą sprawą. Podmiotowi i wolni, swobodnie poruszający się w przestrzeni demokracji, o którą z takim uporem walczyliśmy, nagle poczuliśmy, że nikt nam nic nie dyktuje, nikt nas nie pilnuje i nie sprawdza, jak sobie radzimy, ale… Tak, jesteśmy częścią większej całości, mieszkamy w naszym ulu, ale zarazem każdy z nas jest „osobny” w najgłębszym egzystencjalnym sensie tego słowa. Stąd zbiorowy bohater w mojej powieści. Chciałam pokazać, że to nie wyjątkowy los Alicji Ganz czy jednostkowa cecha charakteru Łukasza Kawki, to my wszyscy tacy jesteśmy.

Jest jeszcze druga przyczyna – zawsze interesowała mnie dynamika grupy, która sprawia, że w krótkim czasie luźno powiązani ze sobą ludzie zmieniają się w zespół o wewnętrznym rytmie i kodeksie. Trochę jak w teatrze, gdzie osoby dramatu, istniejące wyłącznie na papierze, w momencie wyjścia na scenę zaczynają mówić, grać, snuć osnowę zdarzeń, prowadząc ku nieuniknionemu rozwiązaniu. Wystarczy kilka dni, na przykład takiej wspólnej podróży autokarem – i już ktoś zaczyna rozdawać role, ktoś inny podnosi bunt. Pojawiają się Król i Królowa, uległy Sługa i Powiernik. Generał. Buntownik. Stańczyk. Wszyscy kochają się na zabój w zmysłowej Subretce, nawet Błędny Rycerz, niby taki romantyczny idealista, jest w nią ślepo zapatrzony. Ostatecznie nie on zdobędzie dziewczynę, tylko mężczyzna zdecydowany i twardo stojący na ziemi, ale nie zmienia to faktu, że i on bierze czynny udział w grze.

Jedynie dwa typy bronią się przed tym rozpisanym na głosy zbiorowym „ja” – Samotnik i Odmieniec. Pierwszy zwykle milczy, to introwertyk i melancholik lub po prostu człowiek nieśmiały. Może się zdarzyć, że się ożywi, nabierze odwagi, przemówi, jednak by do tego doszło, najpierw musi się pojawić jakaś siła sprawcza, która go do tego nakłoni. Trudniejsza sprawa z Odmieńcem. Ten jest inny, i na każdym kroku czuje swoją inność. Nie znajduje dla siebie miejsca, ponieważ nie potrafi się wpasować, ale częściej dlatego, że zwyczajnie tego nie chce. Ktoś będzie go próbował przeciągnąć na swoją stronę, ktoś inny zapragnie upodobnić do siebie. Ale nie jest to możliwe, gdyż odmienność niełatwo poddaje się zmianom. To kwestia braku przynależności. Dlatego Odmieniec zawsze w końcu odchodzi.

Która z postaci, a może par jest pani najbliższa?

- Zwykle żaden z moich bohaterów nie jest ani „bliższy”, ani „dalszy”. Pisząc, identyfikuję się z nimi, podobnie jak z tym wszystkim, co im się w toku opowieści przytrafia. Może dlatego, że młodość spędziłam w teatrze – pisząc, czuję, jakbym się znajdowała w teatralnej scenografii, w środku fikcyjnego świata, in medias res. Nie są to moje doświadczenia i przygody, mogłabym sobie usiąść na widowni i na wszystko popatrzeć z zewnątrz, zachować dystans. Ale ja tego nie potrafię, natychmiast wchodzę „na scenę”, staję w środku, wszystko mnie dotyka, doświadcza, boli. Chcąc nie chcąc, muszę zmierzyć się z tym, co zaplanowałam przecież nie dla siebie, tylko dla fikcyjnych postaci. Może dlatego nie potrafię nie lubić moich bohaterów. Czarne charaktery to zdecydowanie nie moja specjalność. Ale oczywiście do jednych przywiązuję się bardziej niż do innych. W Królowej mam także kilku ulubieńców. To na pewno Łukasz, Lena i Profesor. Ogromnie lubię też Staszka. Moi ulubieńcy mają w sobie to wszystko, co sama cenię w ludziach – uczciwość wobec siebie, poczucie wolności. Rita to osobna historia, swoisty hołd złożony pewnej dziewczynie, którą kiedyś poznałam, choć nigdy nie dowiedzieliśmy się, jak z nią było naprawdę. Tak bywa z meteorytami, a ona była takim meteorytem… Dlatego fakty dotyczące mojej powieściowej Rity nie mają nic wspólnego z życiem tamtej dziewczyny. Prawdziwa jest jedynie jej aura, którą w powieści Alicja tak dobrze wyczuwa.

Czy wszyscy bohaterowie mają swoje pierwowzory?

- O Ricie już mówiłam, chociaż i ona jest wyłącznie konturem, cieniem żywej sylwetki, a nie prawdziwą osobą. Podobnie rzecz ma się z pozostałymi bohaterami. Każdy z nich stanowi pewną strukturę nie tyle prawdziwą, ile prawdopodobną. Bo tworzenie bohaterów to zawsze swego rodzaju zabawa w demiurgiczną kreację. Nic nie musiało się wydarzyć naprawdę, ale jeśli założymy, że ktoś będzie taki, a nie inny, to teoretycznie mogło mu się to wszystko przydarzyć. Oczywiście, takie gry w prawdopodobieństwo ludzkich losów zwykle opierają się na pewnej typologii. Tak też jest w Królowej pszczół - pojawia się młoda dziewczyna i kobieta dojrzała, chłopak o gołębim sercu i mędrzec, i tak dalej… Jak w życiu. W każdym z nas jest jeden ukryty element, który decyduje o naszej indywidualności. To ten duchowy genotyp odróżnia nas od reszty świata. A mnie to zawsze intrygowało. Lubię obserwować ludzi, zgadywać, kim są i co sprawiło, że są tacy, a nie inni. I jeszcze – co oni uczynili ze swoim życie, a co… życie uczyniło z nimi, i jak to wszystko się stało?

Może to zabrzmi zabawnie, ale dla jednego z bohaterów, Staszka Piekorza, specjalnie pojechałam do Jabłonki na Orawie, gdzie prawdziwy wuj Wendelin uczył mnie, jak się stawia orawskie domy. Notabene, tak jest z całym moim pisaniem: bohaterowie są zmyśleni, ale miejsca – zawsze prawdziwe i w najdrobniejszych szczegółach sprawdzone. Mapa i przewodnik mi nie wystarczają, ja muszę wszystko na własne oczy obejrzeć, narysować domy i ich umeblowanie, wszystkiego dotknąć, usiąść i poczuć zapach miejsca.

W sumie więc jest tak, jak napisałam na wstępie książki: „Wszystkie postaci i sytuacje w tej opowieści są wymyślone. Tylko Europa jest prawdziwa”.

Dlaczego temat życiowej zmiany, transformacji jest w pani pisarstwie tak wszechobecny?

- Może dlatego, że sama wierzę w moc zmiany; wystarczy „wstać i pójść”, by otworzyły się jakieś nowe drzwi i ukazały nam drogę, o istnieniu której nie mieliśmy pojęcia. To zawsze najbardziej lubiłam w każdej opowieści – w książkach, w teatrze, w filmie – oczekiwanie na jakieś drobne pęknięcie, na rysę w biegu zdarzeń, od której zaczyna się zmiana. To trochę tak, jak w grze w domino – wystarczy drobny krok, niepozorne słowo, zbieg okoliczności, przypadek, na który w pierwszej chwili nie zwróciliśmy nawet uwagi. Ktoś powie, że jestem fatalistką, skoro uważam, że wystarczy jedna sekunda, by lawina ruszyła. Ale ja tak nie uważam, raczej myślę, że życie jest „większe” niż nam się wydaje. Dlatego sprawia nam niespodzianki, płata figle, a czasem sprowadza do parteru; strąca w przepaść. My zaś „zaczynamy się” dopiero w zderzeniu z tym czymś, dzięki czemu upadamy lub rośniemy.

Dbałość o szczegóły, sztuka w prawie wszystkich swoich odmianach, to znajdzie czytelnik w Królowej pszczół? Czy przesłaniem tej ksiązki jest terapia przez sztukę?

- Wierzę w uzdrawiającą moc sztuki, zawsze wierzyłam. Sztuka do lekarstwo. Nie muszę łykać tabletek, wystarczy, że wrócę do ulubionej książki, muzyki, obrazu.

Uderzyła mnie myśl, którą znalazłam w pismach Victora Frankla – cel życia to z gruntu coś innego niż sens życia. Cele i zadania wyznaczamy sobie, by je realizować, to praca, którą musimy wykonać, jeśli chcemy coś osiągnąć. Ale to sens, jaki życiu nadajemy, sprawia, że wierzymy w życie. Dla mnie tak właśnie jest ze Sztuką – ona nadaje życiu głęboki sens. Pochodzę z artystycznego domu, w mojej rodzinie byli malarze, graficy, pisarze i tłumacze. Sama ukończyłam szkołę baletową i całą młodość spędziłam za kulisami i na scenie opery. Potem przez lata zajmowałam się tłumaczeniami prozy angielskiej i amerykańskiej, piszę wiersze, a mój mąż jest architektem i profesorem, ale też malarzem… Dlatego sztuka jest w powietrzu, którym oddycham.

Czy pisanie zmienia panią?

- Piszę, żeby pamiętać. To mój dziennik podróży. Pisząc, staram się chłonąć doznania i doświadczenia; mieć oczy – i myśli – zawsze szeroko otwarte. Jednakże z jakiegoś powodu czysty dziennikowy zapis mnie nie bawi, zaraz zaczynam się nudzić. Przetwarzam fakty, prawdziwe zdarzenia i informacje układam w pewne nierzeczywiste „rzeczywistości opowiedziane”. Na granicy prawdy i literackiego zmyślenia jest po prostu ciekawiej. Prawdopodobieństwo otwiera tysiące możliwości, podczas gdy fakt dokonany jest niczym więcej jak faktem dokonanym, minionym, zamykającym wszelką dyskusję. Natomiast pisząc, nie muszę ściśle trzymać się prawdy. Co ważniejsze – fikcja literacka to dobra formuła dla takiego introwertyka jak ja, który nie lubi za dużo mówić o sobie, bo uważa, że intymność polega na dyskrecji, w przeciwnym razie… przestaje być intymna.

Tak, pisanie bardzo mnie zmienia. Pozwala zamykać kolejne etapy życia, pomaga zadawać pytania o to, kim jestem, i czy to, co widzę w lustrze, to – dobrze czy źle. Dzięki pisaniu potrafię się zmierzyć z tym, co nowe. Lepiej mi też idzie żegnanie się z odchodzącym czasem.

 

Rozmawiała Magdalena Smęder

 

Koimage003 1 400x640 Mieszkamy w ulu   rozmowa z Katarzyną Krenz, autorką książki Królowa pszczół

Katarzyna Krenz

Królowa pszczół

Wydawnictwo Literackie, Kraków 2011

rys. Jacek Krenz

premiera: 2 czerwca

 

Opowieść o grupie przyjaciół – członków amatorskiego chóru, dla których tournée po Europie okaże się czasem prób życiowych zmian. Umiejętne stawianie pytań i udzielanie trafnych odpowiedzi, prawda o ludzkim losie, szczypta poczucia humoru i nade wszystko odwołania do sztuki i naszych kulturowych korzeni – to „znaki firmowe” pisarstwa Katarzyny Krenz.

Europa – wiosna – podróż, a także… nowe przyjaźnie i, oczywiście, miłość.

A to dobre tło, by taka podróż – w pierwotnym zamyśle przez niektórych

bohaterów traktowana jako ucieczka „od” i okazja do oderwania się

od dotychczasowego życia – zmieniła się w podróż „ku” czemuś dobremu

i nowemu. Bo czasem tak właśnie bywa: życie wydaje nam się tak trudne,

iż jedynym wyjściem z sytuacji staje się po prostu wyjście z domu. Wyjazd.

Ucieczka. I wyjeżdżamy. Uciekamy. Albo – jak w „Królowej pszczół” -

wyruszamy na tournée z zespołem teatralnym. Gdzieś tam jest Świat i Ludzie,

którzy sprawiają, że nagle wszystko zaczynamy widzieć inaczej. Tak naprawdę

Królowa” to tylko pozornie książka o podróży grupy przyjaciół przez Europę.

Każda podróż nas odmienia. Bo w rzeczywistości poznanie świata prowadzi

do poznania siebie, jest podróżą w głąb nas samych. - opowiada o przesłaniu książki Katarzyna Krenz

Katarzyna Krenz (ur. w 1953 w Gdańsku)

pisarka, tłumaczka, poetka, malarka.

Pisze eseje i felietony, jest laureatką I nagrody w konkursie poetyckim Ogólnopolskie Spotkania Pokoleń (Kruszwica 2010). Swoje akwarele wystawiała w Niemczech, Chorwacji i Polsce. Należy do nielicznej grupy autorów, którzy, opowiadając historie, potrafią sprawić, że możemy usiąść z ich bohaterami przy jednym stole i napić się herbaty pachnącej świeżymi płatkami róż – jak „W ogrodzie Mirandy” (2008), czy odkryć sens życia nie w karierze i bezwzględnym dążeniu do celu, lecz po prostu w życiu – jak bohaterowie „Lekcji tańca” (2009)

 


 

dodajdo.com

Tags: , , , ,

Dodaj komentarz

Stretch Marks Removal
Best Eye Cream
Stretch Mark Cream
Dark Circles Under Eyes
how to get rid of dandruff
Skin Id Reviews
Does Murad Work
how to ask a girl out
how to get a girl to like you
Does Proactiv Work
How To Get Rid Of Stretch Marks
How to Get Rid of Acne Scars
how to get rid of flakes
How To Talk To Girls
How To Impress A Girl
How To Get Rid Of Stretch Marks
How to Get Rid of Acne Scars
how to get rid of flakes
How To Talk To Girls
How To Impress A Girl
Stretch Mark Removal Cream
Best Under Eye Cream
Stretch Marks Cream
Dark Circles Under Eyes Men
how to get rid of flakes
SkinId Reviews

Murad Reviews


how to ask a girl out
how to get a girl to like you
Does Proactive Really Work
Stretch Mark Removal Cream
Best Under Eye Cream
Stretch Marks Cream
Dark Circles Under Eyes Men
how to get rid of flakes
SkinId Reviews

Murad Reviews


how to ask a girl out
how to get a girl to like you
Does Proactive Really Work
Stretch Mark Removal Cream
Best Under Eye Cream
Stretch Marks Cream
Dark Circles Under Eyes Men
how to get rid of flakes
SkinId Reviews

Murad Reviews


how to ask a girl out
how to get a girl to like you
Does Proactive Really Work