Raport Hausnera

Raport Hausnera

W Pałacu Prezydenckim odbyła się debata na temat zaprezentowanego przez profesora Jerzego Hausnera raportu pod tytułem „Jak awansować w lidze światowej? Raport konkurencyjności polskiej gospodarki”. Profesor zaznaczył, że stworzył zespół i rozpoczął pracę na prośbę prezydenta Bronisława Komorowskiego.

Raport przygotowany pod patronatem prezydenta RP Bronisława Komorowskiego ma tytuł „Jak awansować w lidze światowej? Raport konkurencyjności polskiej gospodarki”. Przedstawia stan naszej gospodarki i rekomendacje dotyczące jej przestawienia na tory umożliwiające szybszy wzrost PKB. Na razie uwaga rządzących skierowana jest na walkę z doraźnymi skutkami spowolnienia, umykają im kwestie strategicznych wyzwań.

– Nieźle sobie radzimy z problemami koniunkturalnymi, ale zaniedbujemy rozwiązywanie problemów strukturalnych. Niby wciąż silni, tracimy rozwojową siłę – mówi prof. Hausner o sednie raportu. Publicznie dokument ma zostać zaprezentowany na debacie w Pałacu Prezydenckim we wtorek.

Skoro chcemy awansować, to w której lidze jesteśmy teraz?

Raport pokazuje, że od 1989 r. dokonaliśmy bardzo dużego skoku, jeśli chodzi o wzrost gospodarczy. Ale jesteśmy pośrodku stawki w drugiej lidze. Jesteśmy w OECD, formalnie spełniamy kryteria G20 – taka druga liga z aspiracjami. Jednak nasze średnioroczne tempo wzrostu zwalnia. Choć dalej jesteśmy na plusie, to nie wystarcza. Musimy mieć wzrost co najmniej 3,5 proc. PKB, by zająć miejsce wśród liderów. Wyrwać się z pułapki średniego dochodu. Jesteśmy narodem znaczącym i musimy mieć takie aspiracje. To nie chodzi o ambicje mocarstwowe, ale poziom PKB przekłada się na poziom życia gospodarstw domowych.

A co jest naszym atutem? Zielona wyspa raczej blednie.

Ale choć niewielki, to nadal mamy wzrost. To pokazuje, że jesteśmy krajem przewidywalnym. A przewidywalność to pożądana cecha w biznesie. Atutem jest też stabilność polityczna. Jesteśmy niesłychanie kreatywni, aktywni społecznie. Te łóżka i szczęki z początku lat 90. gdzieś w głowie zostały do tej pory. Wreszcie mamy nowe, młode, kształcące się i otwarte na świat pokolenie. Wskaźnik młodych osób chcących założyć własną firmę jest o kilkanaście procent wyższy od średniej unijnej. To budzi szacunek. Mamy bardzo dobrze rozbudowaną małą i średnią przedsiębiorczość.

A wady?

Wkład do PKB naszych małych i średnich firm to nieco ponad 50 proc. W Europie średnia jest powyżej 60 proc. Ten dystans to efekt problemów z innowacyjnością, a to nie tylko umiejętność korzystania z osiągnięć nauki czy podpatrywania najlepszych, ale także elastyczny rynek pracy. Dziś mamy podział: z jednej strony rynek sztywnych umów długookresowych, z drugiej tych w języku publicystycznym zwanych śmieciowymi. Ta elastyczność musi zostać przebudowana, bo jeśli mamy łatwość zwalniania, to nie budujemy kapitału ludzkiego w swojej firmie. Wreszcie zdolność inwestowania. Mamy w Polsce bardzo niską stopę inwestycji przedsiębiorstw, czyli firmy nie widzą, nie rozumieją, nie potrafią, znaleźć dla siebie długoterminowego celu działania. One nie kreują rzeczywistości, ale się do niej jedynie dostosowują. W tym kontekście bardzo ważna jest umiejętność współpracy, małe firmy muszą łączyć siły.

To co robić, by to zmienić?

Istotne są trzy obszary działania. Po pierwsze elastyczność rynku pracy i wzrost poziomu aktywności zawodowej wspomagający politykę rodzinną. Istotne jest wejście na rynek pracy kobiet. Nie chodzi o to, by istotna większość pracowała bardzo długo, ale żeby wszyscy pracowali trochę więcej. Po drugie wzrost inwestycji i przy tym wzrost oszczędności długoterminowych, także emerytalnych, i wreszcie wzrost produktywności przedsiębiorstw przez stosowanie nowych technologii i lepszą organizację pracy.

To cele, a konkrety?

Na szczegóły poczekajmy do dzisiejszej debaty w Pałacu Prezydenckim. Ale rekomendacje są zbieżne z innymi analizami, jakie przygotowywała Kancelaria Prezydenta. Raport nie pokazuje zresztą bardzo konkretnych działań, ale obszary, w których należy ich dokonać. On ma zainicjować merytoryczną dyskusję, jej efekty poznamy w październiku.

Ludność i odsetek populacji świata w wybranych krajach

Nam udało się dotrzeć do fragmentu opisującego demografię. To ona jest jednym z głównych czynników determinujących niekorzystnie rozwój polskiej gospodarki i potencjalne zainteresowanie nią inwestorów z zagranicy. Skąd taki związek? Jednym z kryteriów lokowania inwestycji prócz poziomu PKB jest wielkość lokalnego rynku, a nasz będzie się kurczył.

Teza, że z polską demografią jest bardzo źle, nie zaskakuje. Ale raport dokładnie opisuje nasze miejsce na tle Europy i świata. O ile liczba ludności kuli ziemskiej zwiększy się do 2050 r. o 2,4 mld osób i będzie nas 9,3 mld, to Polski spadnie o 3,4 mln obywateli do 34,9 mln. W praktyce oznacza to spadek z 34. na 58. pozycję na świecie. Nasz potencjał będzie więc spadał, podczas gdy siła ludnościowa i potencjał innych gospodarek będzie rósł. Tak będzie m.in. w Norwegii, Iranie, Argentynie, Turcji czy Meksyku, czyli w szybko rosnących gospodarkach.

Nasz wskaźnik dzietności wynosi 1,38 dziecka na kobietę, co nie zapewnia nawet zastępowalności pokoleń. Polska, z przewidywanym ujemnym przyrostem naturalnym, traci znaczenie także w Unii Europejskiej. Z prognoz wynika, że w najbliższych 40 latach stagnację pod względem liczby ludności odnotują nowe państwa członkowskie (poza Cyprem) oraz Włochy, Niemcy i Portugalia. W pozostałych krajach „15” przewiduje się zwiększenie populacji. Per saldo w całej Unii w latach 2010–2050 przybędzie 2 proc. obywateli. Jak zauważa raport, „symptomatyczne, że kraje, które bardziej niż Polska (-9 proc.) odczują zmniejszenie liczby obywateli, to Portugalia (-12 proc.), Rumunia (-14 proc.), Litwa (-15 proc.), Łotwa (-17 proc.) oraz Bułgaria (-27 proc.) plasują się nieco niżej (oprócz Portugalii) niż Polska pod względem zamożności obywateli”. To wskazuje, jak dużą rolę odgrywa czynnik materialny. Bo Polki – emigrantki w bogatszych krajach Unii są w czołówce, jeśli chodzi o poziom dzietności.

Dzieje się tak, gdyż oprócz tego, że poziom zamożności Polski jest niższy niż Wielkiej Brytanii, to niechlubną zasługę ma w tym system podatkowy. Brak stawki preferencyjnej VAT na artykuły dziecięce (wynegocjowanej przez inne kraje) czy preferencje podatkowe dla osób samotnie wychowujących dzieci, a ich brak dla małżeństw to przykłady rozwiązań dodatkowo obciążających rodziny i niezachęcających do posiadania większej liczby potomstwa. Dobitnym świadectwem tego stanu rzeczy są dane OECD pokazujące obciążenia podatkowe dochodów osób posiadających i nieposiadających dzieci, a zarabiających w okolicach 2/3 średniej krajowej. W krajach OECD system sprzyja rodzicom, a ich obciążenia są dwa raz niższe niż singli (16 proc. versus 32 proc.). W Polsce różnice są minimalne. Średnie obciążenie płac osób samotnych sięga 33 proc., przy czym posiadanie dwójki dzieci obniża obciążenie do 28 proc. płacy brutto.

To prowadzi do sytuacji, w której z obecnego poziomu jednego emeryta na pięciu pracujących, w 2050 r. będziemy mieli jednego emeryta na dwoje pracujących.

W ramach wspierania inwestycji mówił pan o kwestiach emerytalnych. Czy to oznacza konkretne wskazania w sprawie OFE? Dyskusja na ten temat zaczyna się w tym samym momencie.

Jest pytanie, co jest źródłem krajowej polityki przemysłowej, która może być panaceum na spowolnienie wzrostu. W Polsce mamy takie instrumenty jak Narodowe Centrum Badań i Rozwoju, Narodowe Centrum Nauki, giełda i OFE. Proszę zwrócić uwagę na OFE z punktu widzenia wzrostu gospodarczego – niemal 40 proc. aktywów to rynek akcji, depozyty 6 proc., obligacje 43 proc., KFD 6,5 proc. To pokazuje, że OFE były i są aktywnym instrumentem polityki gospodarczej. Pytanie, jak chcemy je przebudować? Czyli w jaki inny sposób podtrzymać tę konieczność z makroekonomicznego punktu widzenia, a potrzebę z perspektywy naszych wyborów inwestowania w system oszczędnościowy. W system, który będzie z jednej strony gromadził oszczędności emerytalne, a z drugiej budował zasób dla inwestycji rozwojowych.

To oznacza, że powinny pozostać z takim zasobem jak obecnie, w takiej postaci jak obecnie?

Dyskusja na ten temat będzie się toczyła. Tak samo jak dyskusja nad raportem o konkurencyjności gospodarki. To nawet dobrze, że to się zbiegnie. Dzięki temu będziemy mogli popatrzeć na OFE nie tylko jako na zagrożenie dla stabilności finansów publicznych, ale także instrument uczestniczący w kreowaniu rozwojowej polityki gospodarczej państwa.

Nie ma sprzeczności działań krótkookresowych z długoterminowymi? Rząd pewnie najbardziej się martwi, co będzie z budżetem teraz, a nie, co się wydarzy za osiem lat.

Rząd też opiera się na dokumentach strategicznych. Oczywiście mamy też aktualne wyzwania, ale jest też perspektywa otrzymania kolejnej transzy środków z Brukseli w latach 2014–2020. Tych ponad 300 mld zł, które wywalczył rząd. Teraz ważne, by szczegółowy plan wydania tych pieniędzy stał się impulsem do rozwoju gospodarki. To musi wynikać z dialogu, rozdział tych pieniędzy musi podlegać procesowi publicznego dyskutowania i decyzji, która przyniesie najlepsze efekty. Ważne jest także budowanie społecznej zgody, by to, co już udało się rządowi przeprowadzić, jak wydłużenie wieku emerytalnego, udało się zachować. Potrzebne są kolejne zmiany, np. kodeksu pracy.

Kodeks jest zmieniany ciągle.

Powinniśmy pójść o krok dalej w stronę kodeksu zdecentralizowanego. Proszę zwrócić uwagę, jak mały jest udział umów zakładowych, umów zbiorowych. Musimy przebudowywać kodeks pracy, może wprowadzić inne przepisy dla małych firm. Trzeba także budować kulturę dialogu na każdym poziomie. Nie da się budować konkurencyjności gospodarki bez kultury współpracy. Jeśli w 1989 r. potrafiliśmy wyjść na ulicę z łóżkami, to nie wychodźmy dziś z oponami, tylko spotkajmy się w gabinetach czy pokojach, by budować dialog. To dotyczy wszystkich.

Wyobraża pan sobie konsensus PO, PiS, SLD, PSL i Ruchu Palikota? To realne?

To konieczne, a jak coś jest koniczne, jest realne. To nasz wybór. To społeczeństwo ocenia polityków w Sejmie i samorządach. Czas, by byli oceniani przez nas za umiejętność współpracy.

Oto dziesięć punktów, które znalazły się w raporcie:

1. Lepsze warunki dla przedsiębiorczości

Niezbędna jest zmiana otoczenia regulacyjnego przedsiębiorstw. Fundamentem winna być ustawa o swobodzie działalności gospodarczej o charakterze kodeksowym. Konkurencyjność rynków wewnętrznych wymaga dalszej demonopolizacji gospodarki.

2. Nowa polityka przemysłowa

Potrzebujemy selektywnej i strategicznej polityki przemysłowej, zwiększającej zdolność przedsiębiorstw do konkurencji, a nie skoncentrowanej na osłanianiu własnej gospodarki. W pierwszej kolejności powinna dotyczyć ona sektorów o wysokiej wartości dodanej eksportu.

3. Proinnowacyjna reorientacja gospodarki

Państwo ma umożliwiać autonomicznym podmiotom innowacyjne zachowania i jego rola ma być wyraźnie pomocnicza. Kluczowa jest tu edukacja wyzwalająca indywidualną kreatywność na wszystkich poziomach kształcenia. Potrzebna jest zmiana systemu finansowania uczelni i nowa całościowa regulacja dotycząca własności intelektualnej.

4. Strukturalna przebudowa rynku pracy

Polityka rynku pracy musi przeciwdziałać sytuacji, gdy mało opłaca się inwestować w podnoszenie poziomu kapitału ludzkiego, zdolności kreatywnych i przedsiębiorczych.

5. Znaczący wzrost poziomu oszczędności krajowych

Wyższe oszczędności krajowe są niezbędne, aby finansować inwestycje prywatne, a nie jak dotychczas, głównie deficyt państwa. Dla wzrostu oszczędności przedsiębiorstw podstawowe znaczenie ma uproszczenie i większa przejrzystość systemu podatkowego. Dla wzrostu poziomu oszczędności indywidualnych konieczne jest zakończenie niepewności dotyczącej przyszłości II filara emerytalnego i silniejsze zachęty podatkowe do udziału w III filarze tego systemu.

6. Promocja eksportu

Potrzebna jest również ekonomizacja polityki zagranicznej i służb dyplomatycznych, prowadząca do praktycznego wspierania inwestycji zagranicznych przedsiębiorstw krajowych. Konieczne jest uspójnienie i skoordynowanie działań na rzecz promocji marki kraju.

7. Nowoczesna administracja, sprawne państwo

Konieczne jest przeciwdziałanie z jednej strony dominacji korporacji zawodowych i gospodarczych nad państwem, a z drugiej strony niekontrolowanemu rozrostowi struktury administracyjnej. Szczególnie istotne jest usprawnienie systemu egzekucji prawa, całościowa modernizacja administracji rządowej, zmiany w systemie samorządowym oraz powołanie państwowego centrum studiów strategicznych.

8. Partnerstwo rozwojowe i zmiana formuły dialogu społecznego

Niezbędny jest efektywny dialog z reprezentacjami podmiotów gospodarczych, wykraczający poza tradycyjną wymianę informacji i konsultowanie projektów. Powinien on stanowić proces nieustannego uczenia się, kojarzenia interesów i wspólnego rozwiązywania problemów. Uzupełnieniem dialogu w Komisji Trójstronnej powinna być Krajowa Rada ds. Konkurencyjności Gospodarki, kierowana przez premiera.

9. Pro-rozwojowe wykorzystanie środków unijnych

Wykorzystanie funduszy unijnych nie może być celem samym w sobie, lecz musi być wyraźnie podporządkowane konkurencyjności gospodarki. Konieczna jest głęboka nowelizacja ustawy o zamówieniach publicznych. W świetle pogarszającej się sytuacji finansowej jednostek samorządu terytorialnego istotne jest upowszechnienie partnerstwa publiczno-prywatnego, a w szczególności zmiana klimatu politycznego wokół współpracy władzy publicznej i sektora prywatnego.

10. Nowa narodowa strategia integracji europejskiej

Wobec praktycznego formowania się Unii Europejskiej „zróżnicowanych prędkości”, Polska potrzebuje nowej strategii integracji europejskiej. Kwestia wejścia do strefy euro musi w niej zostać ściśle związana z działaniami na rzecz konkurencyjności polskiej gospodarki.

fragmenty:

Wątek 1: Cud demograficzny
Większość z czytelników żyje wychowana w pewnym stereotypie – micie stale wzrastającej ludności globu. Niektórzy mogą jeszcze trzymać się jeszcze malthuzjańskiej legendy, która mówi, że ludność globu rośnie wykładniczo, a możliwości produkcyjne przemysłu i rolnictwa – liniowo, więc koniec świata będzie składową głodu i biedy.

Jeszcze 90 lat temu na świecie żyło 2 miliardy ludzi, a kolejne miliardy przybywały odpowiednio w latach: 1960, 1974, 1987 i 1999. Granicę 7 miliardów pokonaliśmy dwa lata temu, za 14 lat populacja globu ma przekroczyć 8 miliardów, a w roku 2046 – 9 miliardów.

Aż prosi się, by dorzucić prognozę dotyczącą 10 miliardów. Tyle tylko, że wygląda na to, że tej bariery ludność świata może… nie przekroczyć. Według większości specjalistów, w tym pracującego dla ONZ znanego szwedzkiego demografa Hansa Roslinga, globalna liczba przychodzących na świat dzieci przestała rosnąć. Populacja globu rośnie więc niejako siłą inercji: miejsce umierających, rok po roku mniej ludnych pokoleń, zajmują zdrowsze i liczniejsze roczniki urodzone później. W ciągu ok. 50 lat łączna liczna ludności na świecie właściwie przestanie rosnąć. Albo inaczej – przyrost będzie wynikał z wydłużania się średniego trwania życia, a nie z liczby urodzeń.

Jak to możliwe? W 1974 roku, podczas konferencji poświęconej demografii, minister populacji Indii Karan Singh wygłosił prorocze zdanie: „Rozwój jest najlepszą antykoncepcją”. Globalny rozwój gospodarczy, poprawa w dostępie do usług medycznych oraz edukacji sprawiły, że wszędzie, gdzie wojny, głód i choroby nie stanowią najważniejszych bolączek, rodzice decydują się na mniejszą liczbę dzieci – bo wiedzą, że w ten sposób potomstwo może zyskać większą szansę na rozwój. A postęp naukowy i technologiczny sprawia, że – przynajmniej do pewnego poziomu – poziom produkcji może jeszcze rosnąć przez wiele lat (choć oczywiście wątpliwości mogą budzić zasoby niektórych surowców naturalnych, jak i koszty ekologiczne zaspokajania potrzeb wielomiliardowej rzeszy ludzi o stale niezaspokojonych apetytach konsumpcyjnych).

Wątek 2: Polacy wielkim narodem?
Do 2050 roku ludność Polski ma zmniejszyć się o 9%, a potem prawdopodobnie będzie zmniejszać się dalej, o ile coś nie wywróci tego modelu. Powiedzmy sobie jednak otwarcie: dziś stanowimy 0,5% populacji świata. Nie jesteśmy ludnym narodem, grającym w pierwszej światowej lidze – i nasze losy nie mają wielkiego wpływu na globalne trendy. Spadek udziału Polaków w ludności świata do 0,38% nie ma więc dużego znaczenia, podobnie jak nie miałby go wzrost tego odsetka do – powiedzmy – 0,7%. Udział Polski w ludności 28 krajów dzisiejszej Unii Europejskiej ma zmniejszyć się z 7,5% do 6,8% – zatem tu także trudno mówić o trzęsieniu ziemi i degradacji naszej roli w ramach UE.

Takie wyliczanki mają jednak coraz mniej sensu. Musimy sobie uświadomić, że populacja już od dawna nie jest pierwszoplanowym czynnikiem świadczącym o roli i potencjale kraju czy nacji. Popatrzmy na kraje skandynawskie, Holandię, Szwajcarię, Kanadę i Australię – wielkość tych krajów mierzy się nie liczbą ludności, ale jakością życia, standardem systemu edukacji, nowoczesnością gospodarek, poziomem wolności obywatelskich, bezpieczeństwem socjalnym, odpornością na międzynarodowe kryzysy, innowacyjnością ludności i firm.

Powiedzmy sobie otwarcie: znacznie łatwiej uzyskać wysoką populację, niż nowoczesną, konkurencyjną i elastyczną gospodarkę w której żyć będą ambitni, pracowici i zaangażowani społeczni obywatele.

Wątek 3: Najważniejsze jest bezpieczeństwo
Poziom dzietności poniżej poziomu zapewniającego zastępowanie pokoleń spadł nam nie wczoraj, nawet nie dekadę temu, ale w 1979 roku, czyli 36 lat temu! Niestety, zanurkował on bardzo głęboko, od 1998 roku nawet na chwilę nie wyskakując ponad 1,4. Warto zwrócić uwagę, że według Banku Światowego aktualnie tylko 8 państw świata (w tym Andora i Singapur), mają niższy wskaźnik dzietności niż Polska. Według statystyk ONZ – tylko Białoruś, Ukraina i Korea Południowa ma większy problem, niż my.

Jak to się stało, że znaleźliśmy się w tym miejscu? Na pewno prof. Hausner ma racje – nadmierne opodatkowanie rodzin z dziećmi i kwestia braku pomocy w postaci niższych podatków pośrednich od produktów dziecięcych na pewno się do tego przykładają. Moim zdaniem ważniejsze są inne przyczyny, leżące głębiej niż ordynacja podatkowa: chodzi o poczucie bezpieczeństwa ekonomicznego i socjalnego.

Tylko pozornie paradoksalne jest to, że w latach stanu wojennego w Polsce rodziło się niemal dwukrotnie więcej dzieci niż dziś. Fakt, żyliśmy wtedy w niedostatku praktycznie wszystkiego – ale też problem niedożywienia był raczej marginalny, a dzieci i młodzież miała powszechny i darmowy dostęp do edukacji, włącznie z podręcznikami, do tego podstawowe produkty żywnościowe (jak np. mleko) były przez państwo subsydiowane. Nie było ani możliwości, ani zasobów, które można było przeznaczyć na to, by istotnie zwiększyć szanse dziecka, posyłając go np. do przedszkola z językiem obcym, albo na wakacje do Londynu. Mało tego, na studiach (wyłącznie bezpłatnych!) otrzymywało się punkty za pochodzenie, co ułatwiało awans społeczny osobom z rodzin robotniczych i wiejskich.

Dziś wprawdzie wszystko można znaleźć w sklepach, granice są otwarte, a chętne do nauki dziecko znajdzie wszelkie formy wsparcia – jednak równość startu jest fikcją, bo w znacznie większym stopniu wysiłek zaspokojenia ambicji edukacyjnych dzieci spada na rodziców. Decyzja posiadania dziecka wiążę się z większym ryzykiem, niż kiedyś – więcej obowiązków i obciążeń spada indywidualnie na rodziców.

Zmieniło się jeszcze jedno – w pogoni za dobrami konsumpcyjnymi, mając zapewnienia państwa, które miało zająć się osobami starszymi za pomocą systemu rent i emerytur, doprowadziliśmy jako społeczeństwo do rozluźnienia więzów społecznych i rodzinnych. W efekcie, tworząc coraz bardziej liberalną gospodarkę z coraz bardziej elastycznym rynku pracy, mamy sytuację, w której pracę łatwo się traci, trafiając na głodowy zasiłek, a każdy „gra sam”, czyli rzadko kto może liczyć na trwałe wsparcie bliższej i dalszej rodziny.

Tu dochodzi jeszcze jeden element: brakuje nam społecznej infrastruktury, która mogłaby zapełnić tę lukę, wynikającą z rozluźnienia relacji. Czyli, choć dzieci rodzi się coraz mniej, ciągle zdobycie miejsca w szpitalu wymaga walki oraz podchodów. A żłobek jest wynalazkiem niemal kompletnie niedostępnym. Oczywiście nie jest to problem dla osób zamożnych, które mogą sobie pozwolić na prywatne przedszkole lub opiekunkę.

Wątek 4: Młodzi i starzy
Spadek liczby ludności nie musi być dla gospodarki dramatem – w każdym razie w wielu wymiarach może być nawet pożyteczny. Dla przykładu: mniejszy problem będzie stanowił brak mieszkań – dziś szacuje się, że niedostatek w tym zakresie sięga 1,5 milionów lokali, co oczywiście ma wpływ na decyzje młodych ludzi dotyczące rodzicielstwa. Skromniejszy popyt na rynku budowlanym to z jednej strony zła wiadomość dla deweloperów, ale dobra dla kolejnych roczników kupujących mieszkania, bo ceny nie będą tak windowane, jak jeszcze 5 lat temu.

Mniej ludzi to mniejsze obciążenie każdego rodzaju infrastruktury: od drogowej począwszy, skończywszy na energetycznej. Teoretycznie to także szansa na to, by poprawić jakość i dostępność pewnych usług zapewnianych przez państwo – tylko teoretycznie jednak, bo np. trudno pokazać, by malejące roczniki dzieci idących do szkoły były oznaczały coraz lepszy poziom edukacji w naszym kraju.

Skupmy się jednak przez chwilę na rynku pracy. Z jednej strony sytuacja może się pogarszać: spadek liczby ludzi to także zmniejszenie popytu wewnętrznego, a więc w rezultacie – mniej miejsc pracy (zakładając, że popyt konsumpcyjny utrzyma bieżący poziom w przeliczeniu na jedno gospodarstwo domowe, choć to oczywiście może się zmieniać – zależy to od zamożności społeczeństwa, poziomu zarobków i skłonności do oszczędzania). Z drugiej, na rynek pracy docierać będzie mniejsza liczba młodych ludzi, co zmniejszy wskaźnik bezrobocia wśród młodych, a także w ogóle populacji – czyli teoretycznie relatywnie obciążenie systemu zasiłkami socjalnymi może się nieco zmniejszyć.

Wątek 5: Pułapka składek
Niestety, nieporównywalnie większe obciążenie stanowić będzie jednak system emerytalny. Przy obowiązującym w naszym kraju repartycyjnym systemie emerytalnym zabraknie ludzi w wieku produkcyjnym do finansowania emerytur. Po doliczeniu rosnących kosztów usług medycznych i leków oraz coraz dłuższego trwania życia – dochodzimy do wizji systemu, który musi się rozpaść.

Trudno bowiem sobie wyobrazić składki ubezpieczenia społecznego dwuipółkrotnie wyższe niż dziś, szczególnie, że ubezpieczenie zdrowotne także może wymagać wielokrotnie wyższych składek, a niedomykający się budżet – podwyższenia poziomu podatków dochodowych. Nadmierny wzrost obciążeń składkowych i podatkowych doprowadzi szybko do ucieczki pracowników do innych krajów – a zatem przyśpieszy katastrofę.

W tej sytuacji jedynym rozwiązaniem jest zwiększanie odsetka osób starszych, którzy pracują, oraz przedłużenia średniego wieku przechodzenia na emeryturę. Dziś wśród Polaków w wieku 55–64 lata pracuje 1/3 – w całej UE-28 niższą stopę zatrudnienia można znaleźć tylko na Malcie! Takiego stanu rzeczy nie da się utrzymać przy kurczących się młodszych rocznikach. Aktywizacja zawodowa osób starszych to rozwiązanie do dwóch problemów na raz: zagrożonego systemu emerytalnego i niedostatku podaży na rynku pracy. Aby jednak móc skorzystać z pracy np. starszych kobiet, państwo musi zdjąć z ich barków obowiązek opieki nad wnukami – czyli wracamy do tematu niedostatku infrastruktury społecznej. Niemałym problemem będzie także zmiana nastawienia pracodawców do osób w starszym wieku.

Wątek 6: Migracje
Zastanówmy się przez chwilę dlaczego w jednych krajach rozwiniętych występują problemy demograficzne, a w innych nie? Do pewnego stopnia to kwestia kulturowa, ale oczywiście wiele zależy od polityki „prorodzinnej” i – uwaga – od polityki imigracyjnej. Klasycznym przykładem mogą być Stany Zjednoczone. Amerykanie mogą cieszyć się spokojnym wskaźnikiem dzietności rzędu 2,1, przy czym w ubiegłym roku po raz pierwszy wśród nowo narodzonych dzieci te o białym kolorze skóry stanowiły mniejszość. Podobne sygnały o zmianie etnicznej populacji docierają z Francji i Wielkiej Brytanii, które charakteryzują się wskaźnikami dzietności na poziomie odpowiednio 2,00 i 1,94.

Przykłady krajów ostrożniej wpuszczających migrantów – takich jak Niemcy – pokazują, że same zachęty podatkowe oraz socjalne to za mało, by zwiększyć poziom dzietności (w Niemczech wynosi on 1,39!). Rzecz jednak w tym, że nie za bardzo możemy liczyć na migrację z krajów bliskich nam kulturowo: oto bowiem wszystkie kraje na wschód od nas: republiki nadbałtyckie, Rosja, Ukraina i Białoruś – znajdują się w podobnej sytuacji demograficznej, co Polska, a czasem mają nawet większe kłopoty niż my.

Niestety, Polacy są słabo przygotowani na napływ migrantów – socjologicznie jesteśmy niemal narodową monokulturą. Zadanie przygotowania społeczeństwa na napływ ponad 3 milionów ludzi z odległych kulturowo krajów wydaje się dziś bardzo trudne, ale nie niemożliwe.

Ale migracja może przebiegać w obie strony. Dotkliwe dla Polaków reformy i napięcia społeczne mogą wywołać kolejną falą migracji. Pamiętajmy przy tym, że z kraju wyjeżdżać będą głównie ci, na których najbardziej nam zależy: młodzi ludzie w wieku reprodukcyjnym. Niemal na każdą zmianę regulacyjną powinniśmy już od dziś patrzeć przez pryzmat tego, jak oddziałuje ona na tę właśnie grupę.

Wątek 7: Porozumienie ponad podziałami
Nie łudźmy się: kryzys demograficzny uderzy nas na pewno. Możemy jednak złagodzić jego skutki i sprawić, by po krótkim trudniejszym okresie nastąpiła odczuwalna poprawa. Dlaczego nie ma co liczyć na szybką zmianę? Przede wszystkim: zjawiska demograficzne charakteryzują się dużą inercją. Poza tym chodzi o stabilność, za którą dopiero idzie poprawa poczucia bezpieczeństwa. Dla przykładu: istniejąca przez kilka miesięcy lat ulga podatkowa nie przekona potencjalnych rodziców do tego, że warto pomyśleć o dziecku – jej wpływ może uwidocznić się po wielu latach, gdy podatnicy nabiorą zaufania, że ulga ta, podobnie jak inne prorodzinne rozwiązania, nie znikną za sprawą reformy wprowadzonej przez kolejną ekipę rządzącą.

I tu dochodzimy do kluczowej słabości naszego kraju: za prof. Hausnerem powtarzam, że ze zmianami koniunkturalnymi radzimy sobie nieźle, bo problem można rozwiązać w zakresie jednej kadencji sejmowej. To, z czym przyjdzie nam się mierzyć w przypadku zmian demograficznych, wymaga konsekwentnych reform wprowadzonych z horyzontem co najmniej dwóch dekad, czyli pięciu kadencji! A to oznacza konieczność porozumienia wszystkich ważniejszych ugrupowań na scenie politycznej co do danego kursu i niezmienności pewnych rozwiązań i działań. Dziś takie porozumienie trudno sobie wyobrazić.

Tymczasem potrzebna jest nie tylko zgoda wszystkich politycznych graczy na długoterminowy plan, ale zbudowanie mądrego i skoordynowanego układu reform wielu sfer naszego państwa, czyli odpowiedniego wyważenia i dopasowania reform m.in. fiskalnej, zmian na rynku pracy (każda poprawa elastyczności rynku pracy to często po prostu przerzucanie pewnego ryzyka lub kosztów z pracodawców na pracowników!), polityki migracyjnej oraz edukacyjnej. Ten ostatni element dotyczy nie tylko kwestii migrantów, ale i odpowiedzialności dzieci za swoich rodziców – wygląda bowiem na to, że żadna reforma systemu emerytur nie zapewni średniego poziomu uposażeń tak wysokiego, by za 30 lat wszyscy emeryci mogli obyć się bez ekonomicznej pomocy swoich dzieci.

dodajdo.com

Dodaj komentarz

Stretch Marks Removal
Best Eye Cream
Stretch Mark Cream
Dark Circles Under Eyes
how to get rid of dandruff
Skin Id Reviews
Does Murad Work
how to ask a girl out
how to get a girl to like you
Does Proactiv Work
How To Get Rid Of Stretch Marks
How to Get Rid of Acne Scars
how to get rid of flakes
How To Talk To Girls
How To Impress A Girl
How To Get Rid Of Stretch Marks
How to Get Rid of Acne Scars
how to get rid of flakes
How To Talk To Girls
How To Impress A Girl
Stretch Mark Removal Cream
Best Under Eye Cream
Stretch Marks Cream
Dark Circles Under Eyes Men
how to get rid of flakes
SkinId Reviews

Murad Reviews


how to ask a girl out
how to get a girl to like you
Does Proactive Really Work
Stretch Mark Removal Cream
Best Under Eye Cream
Stretch Marks Cream
Dark Circles Under Eyes Men
how to get rid of flakes
SkinId Reviews

Murad Reviews


how to ask a girl out
how to get a girl to like you
Does Proactive Really Work
Stretch Mark Removal Cream
Best Under Eye Cream
Stretch Marks Cream
Dark Circles Under Eyes Men
how to get rid of flakes
SkinId Reviews

Murad Reviews


how to ask a girl out
how to get a girl to like you
Does Proactive Really Work